Na blogu eksperckim, oprócz wyliczanek czy poradników, pojawiają się też artykuły, w których autor chce skłonić czytelnika do przyjęcia jakiejś tezy. Choć bywają kontrowersyjne, to nadają blogowi charakter i sprawiają, że zaczyna się on wyróżniać własnym głosem. Jak argumentować, by przekonać czytelnika?

Gdy chcemy pokazać nasz stosunek do omawianej sprawy, powinniśmy wyjaśnić, dlaczego tak myślimy. Czytelnik tego oczekuje. Owemu wyjaśnianiu służy argumentacja, czyli perswazja z uzasadnieniem.

W artykule Mechanizmy retoryczne w popularyzacji naukowej znajdziemy cztery typy argumentów, przy pomocy których autorzy tekstów popularnonaukowych najczęściej uzasadniają swoje poglądy. Dorzucę do nich jeszcze dwa, zaczerpnięte z książki Retoryka codzienna.

Argument ad absurdum

Gdy chcesz przeciwstawić się jakiemuś poglądowi, nie musisz od razu się z nim spierać. Zamiast tego,  możesz przyjąć na chwilę tezę, z którą się nie zgadzasz, a następnie rozwijać ją aż do chwili, w której okaże się absurdem.

Oto przykład argumentu ad absurdum:

Już w wyższych klasach podstawówki zaczynamy komplikować nasz styl, by sprawić wrażenie oczytanych i kompetentnych. Przed upraszczaniem wypowiedzi powstrzymują nas obawa, że zabrzmimy mało inteligentnie. Jednak gdyby przystępny język świadczył o niskiej inteligencji, musielibyśmy uznać prelegentów TED za niezbyt rozwiniętych intelektualnie.

Argument ad absurdum ma zatem następującą strukturę: gdyby prawdziwa była teza, że prosty język świadczy o niskiej inteligencji, wówczas to, co z niej wynika, prowadziłaby do absurdu, że prelegenci TED są mało inteligentni.

Argument przez podział

Ten argument, podobnie jak poprzedni, przyda Ci się, gdy będziesz chciał obalić powszechnie obowiązujący pogląd. Pokaż, że ów pogląd jest błędny i uzasadnij, że teza, do której przekonujesz czytelnika, jest prawdziwa, np. tak:

Mówi się, że internauta daje stronie internetowej najwyżej kilka sekund, by go zainteresowała.  Nie tłumaczy to jednak sytuacji, w której otwiera on kilka stron równocześnie, by porównać produkty lub zrobić kwerendę. Internauta często chce dać sobie czas, a stronie szansę.

Argument przez podział można streścić następująco: jako że teoria o błyskawicznym porzucaniu stron internetowych ma pewne wady, prawdziwa musi być teza, iż czytelnik daje sobie więcej czasu na decyzję.

Argument ad consequentiam

To bardzo intuicyjny typ argumentu. Zwykle uważamy, że to, czego bronimy w artykule, przynosi pozytywne następstwa, zaś to, z czym się spieramy – negatywne.

Czasami jednak konsekwencje są dla nas tak oczywiste, że zapominamy o nich napisać. Zastanów się więc, jaki skutek można osiągnąć, jeśli spełniona zostanie teza, do której przekonujesz.

Tekst napisany prostym językiem czytelnik będzie przetwarzał płynnie. Dzięki temu chętniej uwierzy w to, co czyta i bardziej mu się to spodoba.

Argument ten powstał wedle wzoru: to, że czytelnik przetwarza prosty tekst płynnie prowadzi do pozytywnych następstw, a zatem teza, że prosty styl ułatwia lekturę jest prawdziwa.

Natomiast pisanie językiem skomplikowanym prowadzi do negatywnych następstw:

Lektura skomplikowanego tekstu nie jest płynna. Czytelnik powraca do tych samych fragmentów, a inne błyskawicznie przebiega wzrokiem, co powoduje frustrację.

Siła tego argumentu tkwi w tym, że uzmysławiamy czytelnikowi konsekwencje i nie rzucamy ich na pastwę domysłów.

Argument ad auctoritatem

Jeśli przygotujesz się solidnie do argumentacji, na pewno trafisz na cytat lub badanie, które uzasadnią Twój punkt widzenia. Choć taka kwerenda wydaje się żmudna, to jednak argument wsparty na autorytecie obiektywnego badania naukowego brzmi przekonująco. Spójrzmy:

Utarło się, że po lekturze pierwszych kilku linijek internauta decyduje, czy warto czytać dalej. Czy rzeczywiście tak wiele zależy od początkowych zdań? W pewnym eksperymencie badacze starali się uchwycić ulotny moment, w którym czytelnik decyduje, czy tekst będzie przydatny i czy warto czytać.
O dziwo, w przypadku artykułów uznanych później za przydatne, uczestnicy najwięcej uwagi poświęcili nie ścisłemu początkowi tekstu (0-20% treści), lecz kolejnej części (20-40%). Czytelnicy oczekują, że w tym właśnie miejsc, a nie na samym początku tekstu, znajdą najbardziej przydatne treści.

O ile bardziej blado wypadłoby to uzasadnienie, gdyby autor odwołał się jedynie do własnych doświadczeń.

Wzorzec, wedle którego tworzymy ten argument, wygląda następująco: badacz, autorytet w danej dziedzinie głosi tezę X, a zatem jest ona prawdziwa.

Wykorzystaj zasadę niedoboru

To, co trudno dostępne, wydaje się bardziej cenne. I to dotyczy nie tylko limitowanej edycji jogurtów czy ostatnich trzech dni promocji na abonament telefoniczny.  Także i wiedzę można przedstawić jako trudno dostępną.

Przedstaw mało znany wniosek i podkreśl, że nie wszyscy o nim wiedzą. Dzięki temu czytelnik poczuje się wyróżniony i dumny, iż dotarł do cennej informacji.

Zaprezentuj informację jako wyjątkową, np. przy pomocy określeń takich jak: Nie wszyscy wiedzą, że czy Dużo rzadziej mówi się o…

Często mówi się o tym, że czytelnik w internecie zaledwie skanuje tekst. Dużo rzadziej, dlaczego to robi. Chce mianowicie przekonać się, czy poświęcić tekstowi uwagę i czas. Jeśli ocena wypadnie pomyślnie, internauta już nie skanuje, lecz czyta tekst uważniej.

Opowiedz o swoim wahaniu

Jak doszedłeś do wniosków przedstawionych w artykule? Opowiedz o tym. Wydasz się czytelnikowi  bardziej wiarygodny i ludzki, gdy przyznasz się do wahania. Aby przekonać do czegoś odbiorcę, nie możesz jednak poprzestać na zwierzeniach. Napisz, dokąd doprowadziły Cię rozterki i podsuń odbiorcy rozwiązanie, np. tak:

Kiedy zaczęłam prowadzić blog poradnikpisania.pl, zakładałam, że moimi czytelnikami będą głównie filolodzy. Szczerze szafowałam określeniami typu: „multiwerbalizmy” czy „kolokacje”. Czułam cichą satysfakcję, że należę do klubu, w którym te słowa brzmią znajomo.
Później, dzięki komentarzom i mailom, dowiedziałam się, kto interesuje się wiedzą o pisaniu. Owszem, znalazło się w tym gronie sporo filologów, ale i stewardessa, misjonarz i inżynier. Zrozumiałam, że osoby, które pragną pisać, nie muszą znać gramatyki opisowej. Odkryłam, jak fascynujące jest dzielenie się wiedzą z tymi, którzy nie należą do tego samego klubu, choć sporo czasu zajęło mi zrozumienie, jak to robić.

Ale czy uda Ci się przekonać czytelnika?

Prowadząc argumentację w tekście, możesz jedynie zgadywać, jakie poglądy na dany temat wyznaje ktoś, kto zacznie czytać Twój artykuł. Nie ma sprecyzowanego zdania, a może uważa coś wręcz przeciwnego?

W pierwszym wypadku czeka cię łatwiejsze zadanie. Eksperymenty wykazały, że jeśli uczestnik badania nie ma sprecyzowanego zdania na dany temat, a następnie pokaże mu się np. film przemawiający za jakimś stanowiskiem, wówczas dzieją się dwie ważne rzeczy.

Po pierwsze, poglądy  uczestnika zwykle zbliżają się do tych, przedstawionych w filmie. Po drugie, co bardziej zaskakujące, uczestnik nie potrafi odtworzyć poglądów, z którymi rozpoczynał eksperyment. Do głowy przychodzą mu tylko te aktualne. Ba, nie chce nawet uwierzyć, że kiedykolwiek był innego zdania.

Jeśli zatem będziesz przekonująco argumentował, istnieje spora szansa, że Twój czytelnik zmieni zdanie, choć pewnie nie będzie miał świadomości, że to się stało. Po prostu uzna Twoje poglądy za własne.

Z czytelnikami, którzy wyznają zdecydowanie odmienny pogląd od Twojego, będzie znacznie trudniej. Nawet najcelniejsze argumenty nie gwarantują sukcesu, ponieważ za przeciwnymi stanowiskami kryją się interesy, do których czasami trudno dotrzeć. Jednak warto próbować, ponieważ, jak czytamy w książce Retoryka codzienna, przeciwne stanowiska mogą wynikać z możliwych do pogodzenia interesów.

Przykładowo, ktoś może czuć niechęć do prostego języka, ponieważ uważa, iż, posługując się nim, zostanie źle odebrany przez swoich czytelników-profesjonalistów. Odkryłeś, że taki interes kryje się za stanowiskiem Twoich oponentów? Możesz w artykule powołać się na wyniki badań, które pokazują, że to nie skomplikowany język decyduje o tym, jak profesjonaliści oceniają tekst.

Chodzi o to, by czytelnik nie poczuł się zmuszony do zmiany poglądów, lecz zadowolony, iż rozszerzył swoje horyzonty. Nie pokonany, lecz przekonany.

Źródła:

E. Tarasek, Mechanizmy retoryczne w popularyzacji naukowej, w: Retoryka w komunikacji specjalistycznej, red. M. Załęska, Warszawa 2015

A. Załazińska, M. Rusinek, Retoryka codzienna, Warszawa 2010

D. Kahneman, Pułapki myślenia, Warszawa 2012

Przeczytaj także:

Jak ułatwić czytelnikowi podjęcie decyzji? O teorii szturchnięcia

Jak jedno słowo może zmienić opinię i zachowanie czytelnika? O sile metafory

Jak odkryć emocje klienta i wyrazić je słowami