Dziwny tytuł, prawda? Czy można potrzebować błędu? Otóż, tak. Pod warunkiem, że jest to błąd narracji, o którym pisze Nassim Taleb w Czarnym Łabędziu. Próbując wyjaśnić rzeczywistość i odnaleźć w niej sens, ciągle układamy narracje. Jak to działa?

W artykule podzielę się wiedzą z książek Czarny Łabędź Taleba, Pułapki myślenia Kahnemana oraz Jak się uczyć Careya. Autorzy ci wyjaśniają, jak za sprawą błędu narracji wpadamy w pułapkę przyczynowości, nadinterpretacji i upraszczania.

Dla mnie to jednak cenna lekcja o tym, że potrzeba konstruowania i słuchania opowieści tkwi niezwykle głęboko w ludzkiej naturze. Dlaczego?

Szukamy przyczyn

Jak sądzisz, które z tych dwóch zdań łatwiej będzie zapamiętać i przekazać innym?

„Król umarł i królowa umarła.”
„Król umarł, a później królowa umarła z żalu.”

To ćwiczenie wymyślił E.M. Forster. Pierwsze zdanie zawiera informację, drugie – historię.

Śmierć króla w drugim zdaniu staje się przyczyną śmierci królowej. Znacznie upraszcza to treść pierwszego zdania, które sugeruje, że przyczyn śmierci było wiele. Jedną z nich, choć nie jedyną, mógł oczywiście być żal.

Wystarczy przez kilka minut oglądać wiadomości telewizyjne, by przekonać się, że autorzy serwisów informacyjnych dla każdego zjawiska próbują znaleźć przyczynę.

Kandydat stracił poparcie? Bo ostatnio naraził się wyborcom. Skoczek narciarski ma gorszą formę? Bo trener zmienił taktykę. Z pewnością kilku ekspertów będzie próbowało odpowiedzieć na pytanie „dlaczego”?

Media odpowiadają w ten sposób na potrzebę człowieka, by szukać sensu w rzeczywistości. Gdy widzimy serię wydarzeń, natychmiast szukamy wyjaśnienia (np. Dziecko zachowuje się nieznośnie, ponieważ się nie wyspało). Przyczyny są jak klej. Spajają ze sobą fakty, nadają im sens i ułatwiają zapamiętywanie.

Przyczynowość nadaje wydarzeniom porządek chronologiczny. Sprawia, że jedno wydarzenie wypływa z drugiego i że – jak pisze Taleb – „czas płynie w jednym kierunku”. To właśnie uproszczone przedstawienie czasu jest jednym z powodów, dla których potrzebujemy opowieści.

Skupiamy się na skutkach

Załóżmy, że na studiach uczęszczałeś na lektorat języka włoskiego. Wahałeś się między francuskim a włoskim, ale ostatecznie wybrałeś ten drugi język.

A teraz wyobraź sobie, że z perspektywy czasu, wiele lat po studiach, oceniasz swoją decyzję. Jeśli po studiach poznałeś pewną Włoszkę, a następnie się z nią ożeniłeś i pracujesz w jej rodzinnym Mediolanie, ocenisz tamten młodzieńczy wybór jako niesamowicie dalekowzroczny.

Możesz wręcz ulec silnemu złudzeniu poznawczemu i mówić, że „wiedziałeś od początku”, jak ważny okaże się w Twoim życiu język włoski. Jednak nie mogłeś tego wtedy wiedzieć.

Zresztą, umysł ludzki ma trudności z rekonstruowaniem poglądów, które uległy zmianie. Pewnie więc zapomnisz o tym, że jako student uważałeś język francuski za bardziej przydatny, a decyzję przypieczętował przypadek: zajęcia z włoskiego odbywały się w godzinach, które lepiej wpasowywały się w plan zajęć.

No dobrze, a jak oceniłbyś swoją decyzję, gdybyś związek z Włoszką się rozpadł, a Ty związałbyś swoje życie z branżą, w której szczególnie przydaje się znajomość francuskiego? Mógłbyś obwiniać siebie o to, że nie odczytałeś znaków.

Problem w tym, że te znaki stały się widoczne dopiero po fakcie.

Pamięć nie przypomina dysku czy katalogu z plikami, lecz raczej pergaminową kartę, z której zeskrobano pierwotny tekst i napisano w jego miejscu nowy. Korygujemy wspomnienie pod wpływem tego, co wydarzyło się później.

Jeśli spóźnisz się na autobus, który kilka minut później będzie miał wypadek, zapamiętasz to zdarzenie o wiele lepiej niż jakiekolwiek inne spóźnienie na autobus. Dlaczego? Ponieważ oba te fakty układają się w narrację o porządku przyczynowo-skutkowym.

„Wciąż opowiadamy minione zdarzenia na nowo z perspektywy, która wydaje się nadawać im sens i logikę po fakcie” – pisze Taleb. – „Silniej odciśnie się w naszej pamięci to, co będzie miało dla nas sens w świetle zdobytych później informacji.”

Swoje dawne decyzje oceniamy nie na podstawie tego, czy w tamtym momencie rozumowaliśmy właściwie, lecz tego, jakie okazały się dla nas jej skutki. Skupiając się na skutkach, zyskujemy przekonanie, że z doświadczeń wyciągamy lekcję.

Przeceniamy przewidywalność

Kto ma szansę poprowadzić firmę do sukcesu? Człowiek energiczny i pewny siebie czy raczej flegmatyczny i nieśmiały? Raczej ten pierwszy, prawda?

Zadziałał właśnie efekt halo.

Dwóm grupom amerykańskich studentów pokazano nagranie, przedstawiające tego samego wykładowcę, który odpowiadał na te same pytania. Różnica tkwiła w tym, że w pierwszym nagraniu wykładowca przemawiał ciepłym i przyjacielskim tonem, a w drugim – chłodny i zdystansowanym.  Studenci wyżej ocenili wygląd, zachowanie, a nawet akcent wykładowcy z pierwszego nagrania (choć był to wyraźny akcent belgijski).

Ogólne wrażenie może mieć wpływ na to, jak postrzegamy poszczególne cechy danej osoby, nawet jeśli brakuje wystarczających informacji, by je ocenić. Efekt halo polega na tym, że czyjąś istotną cechę przenosimy na pozostałe.

A jaki to ma związek z narracją?

Otóż, dzięki efektowi halo historie stają się spójne. Sądzimy, że ktoś, kto odniósł sukces, musiał posiadać niezwykłą intuicję, a we wszystkich swoich działaniach kierował się dalekosiężną wizją. Nie bierzemy pod uwagę ślepego trafu oraz tego, że nawet po największych wzlotach firma będzie musiała zaliczyć porażkę, ponieważ tak działa zasada powrotu do średniej.

Efekt halo dodaje historiom wyrazistości. Pomijamy złożoność ludzkiej natury, skupiając się na tych cechach, które doprowadziły do nieuniknionego sukcesu. Sugestywna narracja, jak twierdzi Kahneman, powinna stworzyć wrażenie nieuniknioności.

„Im mniej wiesz, tym łatwiej ułożyć opowieść” – pisze Taleb. Kierując się efektem halo możemy zbudować spójną i jasną historię z ograniczonych danych, które potraktujemy jako pełne. I znów opowieść daje nam poczucie, że świat jest logiczny.

Dorabiamy historie do wspomnień

Jak wspomnienia zamieniają się w historie? Istnieje pewien moduł w naszym mózgu, który objaśnia to, co się zdarzyło.

Wyobraź sobie, że czekasz w kolejce do okienka na małej osiedlowej poczcie. Jest godzina siedemnasta i średnio co minutę ktoś dołącza do kolejki.  Urzędniczka obsługuje właśnie chłopaka, który położył na ladzie olbrzymią stertę przesyłek. Stempel stuka miarowo.

Przy każdym uderzeniu, kobieta stojąca za chłopakiem denerwuje się coraz bardziej. „Jak można zabierać ludziom czas? I to w godzinach szczytu! Z taką liczbą przesyłek trzeba przyjść na pocztę o innej porze!” – mówi podniesionym głosem, odwracając się do osób stojących za nią w ogonku. Niektórzy kiwają ze zrozumieniem głową, inni udają, że jej nie słyszą.

W końcu, gdy chłopak odchodzi od okienka, kobieta krzyczy w jego kierunku: „Pewnie! Trzeba było wysłać jeszcze więcej listów. A my poczekalibyśmy sobie jeszcze dłużej. Wie pan, jak to się nazywa? Egoizm!” Chłopak odpowiada spokojnym głosem: „A pani nikt nie kazał tu stać. To nie jest jedyna poczta na świecie.”

Jak reaguje na tę scenę nasz mózg?

  • interpretuje („Kobieta należy do ludzi, którzy głośno mówią to, co myślą”, „Chłopak nie daje się łatwo wyprowadzić z równowagi i jest gotowy do konfrontacji”),
  • opatruje osądem („Racja, chłopak jest egoistą” lub „Co ona sobie wyobraża? Każdy może przyjść na pocztę, kiedy mu odpowiada”),
  • przypisuje jej znaczenie („Ludzie żyją pod presją czasu i nie mogą sobie pozwolić, by tracić cenne chwile”, „Lepiej nie przychodzić na pocztę z dużą liczbą przesyłek w godzinach szczytu.”)
  • szuka zależności przyczynowo-skutkowych („Pewnie chłopak prowadzi sklep internetowy i dlatego wysyła tyle listów” „Kobieta zdenerwowała się, ponieważ dokądś się spieszyła.”)
  • dopasowuje luźne fakty do większej całości („Kiedy głośno atakuje się innych, walczą oni z nami tą samą bronią.”)

Nie wystarczy nam, że coś się wydarzyło. Zadajemy sobie pytanie „Co się właściwie zdarzyło?” Ponadto, kiedy przywołamy wspomnienie po kilku miesiącach, zobaczymy nieco inne szczegóły. Najłatwiej przypomnieć sobie sceny nasycone obrazami i znaczeniami, bo takie właśnie są dobre historie.

„W pamięci przechowujemy to, co istotne, ważne, interesujące – pisze Benedict Carey. – Ponad 99% naszych życiowych doświadczeń natychmiast rozpływa się w niebycie. To, co świadomie powierzamy naszej pamięci, pozostaje w niej na dobre.”

Wybierając określone wspomnienia i nadając im sens, kręcimy dokumentalny film o naszym życiu, jak to metaforycznie ujął  Benedict Carey.

Zwracamy uwagę na zakończenie

Oto krótkie podsumowanie życia dwóch kobiet, Anny i Marii. Do pewnego momentu życiorysy są identyczne, jednak w pewnym miejscu pojawia się różnica:

Anna urodziła się w Stanach Zjednoczonych w kochającej rodzinie. Młodo wyszła za mąż i została mamą dwójki dzieci. Pracowała na skromnym stanowisku urzędniczym, które bardzo lubiła. Czas wolny spędzała na ukochanych zajęciach tanecznych. W wieku 45 lat zginęła w wypadku samochodowym.

Maria urodziła się w Stanach Zjednoczonych w kochającej rodzinie. Młodo wyszła za mąż i została mamą dwójki dzieci. Pracowała na skromnym stanowisku urzędniczym, które bardzo lubiła. Czas wolny spędzała na ukochanych zajęciach tanecznych. Kiedy jej mąż zmienił pracę, przeniosła się do innego miasta, które podobało jej się mniej niż poprzednie. Zaczęła malować obrazy i bezskutecznie próbowała je wystawić. W wieku 50 lat zginęła w wypadku samochodowym.

Ile, Twoim zdaniem, szczęścia doznała Anna w życiu? A ile Maria? Które życie uważasz za szczęśliwsze?

Badani, którzy mieli odpowiedzieć na podobne pytanie, uznali, że szczęśliwsze było życie kogoś takiego jak Anna.

Różnice między dwoma życiorysami rozpoczynają się w momencie, w którym dowiadujemy się, że mąż Marii zmienił pracę i przez to kobieta doświadczyła niezbyt przyjemnej przeprowadzki. Jednak w przeciwieństwie do Anny, Maria przekonała się, jak to jest żyć w innym miejscu. Czy to na pewno pogorszyło jej życie? Podobnie sprawa ma się z malowaniem obrazów. Nie udało się Marii ich wystawić, ale już to, że zaczęła malować, mogło jej sprawić satysfakcję.

A więc te dwa zdania nie świadczą jednoznacznie o tym, że suma szczęścia, której Maria doznała w życiu, się pomniejszyła.

Natomiast niezbity fakt, który większość ludzi pomija, jest taki, że Maria żyła dłużej o całe 5 lat!

Badani, którzy mieli ocenić te dwa życiorysy, całkowicie ów fakt zignorowali. Uznali, że nie liczy się czas trwania, lecz zakończenie.

Jeśli po śmierci znajomego wyjdzie na jaw, iż jego wspólniczka go oszukiwała, poczujemy litość. A przecież znajomego to już nie zaboli… „Widzimy życie jako opowieść i chcemy, żeby się dobrze skończyło.” – twierdzi Kahneman.

Konstruujemy przyszłe wspomnienia

Kiedy widzę osobę, która podczas urlopu wciąż robi zdjęcia, zastanawiam się, czy ma jeszcze czas na to, by docenić to, co przeżywa w danej chwili? I czy rzeczywiście, przeglądanie zdjęć z folderu „Wakacje 2019” jest warte tego, by poświęcić piękno chwili, która dzieje się teraz?

Okazuje się, że tak.

„Turystyka pomaga ludziom kolekcjonować opowieści i kolekcjonować wspomnienia.” – pisze Kahneman. – „Robiący zdjęcie nie postrzega widoku jako chwili, którą należy smakować, lecz jako przyszłe wspomnienie, które trzeba zaprojektować.”

A zatem, kiedy powiesz, że przeżyłeś niezapomniane wakacje, tak właśnie zapiszą się one w Twojej pamięci.

A teraz wyobraź sobie, że zamierzasz pojechać na wyprawę w Himalaje. Przeglądasz ceny biletów lotniczych, gdy nagle odwiedza cię tajemniczy gość. Informuje, że po powrocie wszystkie wspomnienia z tej wyprawie znikną z Twojej pamięci. W głowie pozostanie czarna dziura. Nic.

Czy wciąż będziesz chciał kupić bilet lotniczy? Czy bez historii, którą będziesz mógł opowiedzieć znajomym, ta wyprawa będzie dla Ciebie coś warta?

To pytanie o to, jak ważne są dla Ciebie opowieści…

Upraszczamy złożoność świata

Z pewnością zauważyłeś, że w artykule powtarzają się takie słowa jak: porządek, przewidywalność, spójność, logiczność. To te wartości decydują o tym, że potrzebujemy opowieści. Dzięki nim łatwiej nam odkryć reguły rządzące rzeczywistością.

„Narracyjność wynika z naszej biologicznej potrzeby redukcji złożoności świata. – pisze Taleb. – „Informacja chce zostać zredukowana. Musimy zredukować złożoność świata, by zmieścić ją w naszych głowach.”

Przypadkowe informacje trudno streścić i dostrzec w nich wzorzec. Układamy opowieści z przeszłych wydarzeń, by lepiej zrozumieć teraźniejszość i sformułować oczekiwania na przyszłość.

„Opowiadania, mity i bajki chronią nas przed złożonością świata i jego przypadkowością.” – dodaje Taleb.

Ale płacimy też za to cenę. Opowieści upraszczają informacje i często zastępują skomplikowaną prawdę, a przez to zniekształcają naszą wizję świata. Lekceważą traf, mało prawdopodobne zdarzenia oraz nieunikniony powrotu do średniej. Jednym słowem, wszystko to, co nie pasuje do porządku przyczynowo-skutkowego.

I choć Taleb ostrzega, że narracja użyta w niewłaściwym celu może być bardzo niebezpieczna, to jednak pozostawia nam też przesłanie: „Tylko diament przecina diament; możemy wykorzystać naszą podatność na narracje, opowiadając historie o odpowiednim przekazie – jak autorzy bajek i baśni.”

Źródła:
Carey B., Jak się uczyć, Warszawa 2015
Kahneman D., Pułapki myślenia, Warszawa 2012
Taleb N., Czarny Łabędź, Warszawa 2014