Istnieje pewien sposób, dzięki któremu czytelnik będzie czytał tekst z zaciekawieniem i lepiej go zapamięta. Dodatkowo, dzięki tej sztuczce usprawnisz swój pisarski warsztat i pobudzisz kreatywność. Choć przynosi tak wiele korzyści, nie jest wcale magiczna ani wymagająca, lecz prozaiczna i prosta. Czy wiesz, o czym mowa?

Dlaczego w nocy z soboty na niedzielę budzisz się z myślą o szczególe w projekcie, którego nie zdążyłeś dopiąć przed weekendem?

Dlaczego pamiętasz akurat to maturalne pytanie, na które nie potrafiłeś odpowiedzieć?

Czemu nie potrafisz odpędzić myśli na temat nie wysłanego maila, choć chciałbyś się cieszyć kolacją z rodziną w ulubionej pizzerii?

Jakim cudem jesteś w stanie przetrwać długą przerwę reklamową, po której ma zostać rozwiązany jakiś ważny serialowy wątek?

Z jakiego powodu, krążą Ci po głowie wersy piosenki, której dalszego ciągu nie potrafisz sobie przypomnieć?

Dlaczego nie potrafisz odłożyć emocjonującego kryminału na stolik nocy, choć już dawno po północy, a rano musisz zerwać się do pracy?

Po co klikasz nagłówek typu Szok! To z nim znana aktorka pojedzie na wakacje, mimo że ani znana aktorka, ani tym bardziej jej wakacje specjalnie Cię nie interesują?

Odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi: efekt Zeigarnik.

Prawie sto lat temu Bluma Zeigarnik odkryła, że lepiej pamiętamy te zadania, które postrzegamy jako nieukończone bądź niekompletne.

Zanim jednak opowiem o eksperymencie, który doprowadził do tego wniosku, słów kilka o prawie zamknięcia.

Dlaczego potrzebujemy zamknięcia

Co widzisz na poniższym obrazku?

Zbiór linii, łuków i krzywizn? A może koło i prostokąt?

Jeśli widzisz koło i prostokąt, to znaczy, że Twój umysł wypełnił luki, by stworzyć znajome kształty. Doświadczyłeś zatem prawa zamknięcia. Jako ludzie mamy tendencję do tego, by postrzegać świat jako prosty i uporządkowany. Kształty, litery, obrazy traktujemy jako całość, nawet gdy nie są one kompletne. Zgodnie z psychologią Gestalt, do której nawiązywała Zeigarnik, „całość jest czymś więcej niż suma jej części”.

W muzyce o potrzebie zamknięcia świadczy skala pentatoniczna, która istnieje w każdej kulturze i sięga korzeniami czasów prehistorycznych. Składa się z pięciu dźwięków, z centralnym środkowym.  Występuje w ludowej pieśni weselnej Oj, chmielu, chmielu, śpiewanej przy oczepinach panny młodej.

Prawo zamknięcia nie dotyczy tylko obrazów czy melodii. Wyraża się w silnym pragnieniu, by znaleźć odpowiedź na nierozstrzygnięte pytania. Może być to potrzeba uzyskania właściwej lub wręcz jakiejkolwiek odpowiedzi, która odsunie na bok zakłopotanie i niepewność. Brak zamknięcia prowadzi do frustracji.

I teraz czas na Blumę Zeigarnik. A raczej na Zeigarnik i Owsiankinę.

W słynnym artykule On finished and unfinished tasks Zeigarnik przedstawiła wnioski, które okazały się przydatne w wielu dziedzinach wiedzy, choć jej celem było zbadanie tego, jak nieukończone zadania wpływają na pamięć.

Uczestnicy eksperymentu (studenci, nauczyciele, dzieci) otrzymali około 20 zadań, które mieli wykonać tak szybko, jak to możliwe. Niektóre zadania były manualne (złożenie pudełka z kartonu, ulepienie figurek z gipsu), inne intelektualne (łamigłówka czy zadanie matematyczne). Czas potrzebny na wykonanie tych zadań wynosił 3-5 minut.

Połowa z tych zadań została przerwana, zanim uczestnicy zdążyli je ukończyć. Przerwy w zadaniach pojawiały się niespodziewanie. I tak, w dwóch zadaniach wystąpiła przerwa, następne dwa mogły zostać wykonane w całości, po nich znów pojawiło się zadanie przerwane, kolejne dwa nie były zakłócone. Po zakończeniu eksperymentu uczestnicy mieli przypomnieć sobie, nad jakimi zadaniami pracowali.

Nieukończone zadania zostały zapamiętane dwukrotnie częściej niż ukończone. Zdaniem Zeigarnik, stało się tak, ponieważ wywołały quasi-potrzebę. Chęć jej zaspokojenia wprowadziła w stan napięcia. Do tego doszła jeszcze ważność, jaką pamięć nadaje nieukończonemu zadaniu.

Ludzie nie lubią, by im przerywano i przechowują w pamięci zadania, które należy zamknąć. Dlatego nieukończone zadanie wciąż skupia na sobie uwagę.

Zeigarnik podkreśla, że aby ten efekt zadziałał, zadania nieukończone muszą być wyraźnie oddzielone od ukończonych. Ponadto, siła tej potrzeby zależy od osobowości. Ludzie wykazujący się niecierpliwością w spełnianiu pragnień czy dziecięcym podejściem do życia będą lepiej zapamiętywać nieukończone zadania.

Późniejsze badania wykazały ponadto, że osoby z silną potrzebą osiągnięć mają tendencję, żeby lepiej pamiętać zadania nieukończone od ukończonych.

No dobrze, a co potem dzieje się z przerwanym, a zapamiętanym zadaniem?

Tym tematem zajęła się Maria Owsiankina. Częściową odpowiedź daje już temat jej pracy doktorskiej Podejmowanie na nowo przerwanych zdań.

Otóż, przerwanie ważnego dla danej osoby przedsięwzięcia wywołuje dręczące i nieprzyjemne uczucie, które pcha ku podjęciu tego zadania na nowo przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ludzie czują przymus, by zakończyć coś, co właśnie rozpoczęli.

W ten sposób Owsiankina uzupełniła i doprecyzowała wnioski na temat uprzywilejowanych wspomnień o przerwanych działaniach. O ile więc Zeigarnik skupiała się na korzyściach dla pamięci, o tyle Owsiankina udokumentowała ludzką chęć powrotu do przerwanych zadań.

Obie badaczki zainspirowały wiele badań nad motywacją.

Potrzeba kompetencji motywuje ludzi, by rozwijali umiejętności, czynili postępy i kończyli zadania. W szczególności ludzie obdarzeni wewnętrzną motywacją szukają interesujących działań, w które mogliby się zaangażować i uparcie starają się osiągnąć optymalne (nie zbyt łatwe, nie zbyt trudne) cele. Przerwanie czynności utrudnia im osiągnięcie satysfakcji.

Nieukończone przed końcem tygodnia pracy zadanie wywołuje stres i uniemożliwia skuteczną regenerację podczas weekendu. Ludzie podejmują na nowo nie ukończone zadania, by zaspokoić swoją potrzebę zamknięcia.

Efekt Zeigarnik wpływa też na to, ile czasu i wysiłku zajmuje ludziom podejmowanie decyzji. Ktoś z dużą potrzebą zamknięcia oczekuje mniejszej liczby danych, by zdecydować się na jakąś opcję i jest mniej prawdopodobne, że zmieni decyzję, której dokonał.

Jednak efekt ten ma też swoje ciemne strony. Może przyczynić się do uporczywego koncentrowania się na niewypełnionych scenariuszach. Sprawdza się tutaj zasada: lepiej żałować, że się coś zrobiło niż że się czegoś nie zrobiło. Żal z powodu niewykonanych działań jest bardziej dojmujący. Nic dziwnego, przecież lepiej je pamiętamy.

Jak wykorzystać efekt Zeigarnik w tekście

O tym, że w nieukończonym zadaniu tkwi niezwykły potencjał ludzkość wiedziała na długo przed eksperymentem Blumy Zeigarnik. Starożytni wyróżnili figurę retoryczną o nazwie sustentatio, która oznacza, wedle Słownika terminów literackich, „celowe utrzymywanie w napięciu uwagi i zainteresowania słuchaczy przez odwlekanie momentu ostatecznego wyjaśnienia spraw, które wcześniej zapowiedziane zostały jako skomplikowane lub tajemnicze.”

Zawieszenie akcji, bo tak brzmi współcześnie używana nazwa tego środka, polega na tym, by pozostawić czytelnika lub widza z poczuciem niedomknięcia i zmotywować go, by przeczytał kolejny rozdział czy obejrzał następny odcinek serialu.

W polskiej literaturze mistrzem zawieszenia akcji był Henryk Sienkiewicz. Kolejne odcinki Ogniem i mieczem, publikowane na łamach prasy, często kończyły się w emocjonującym momencie, jak np. ten fragment:

W głębi izby, ręką oparta o krawędź łoża, stała Helena Kurcewiczówna, blada, z rozpuszczonym na plecy i ramiona włosem, a przerażone jej oczy, utkwione w Wołodyjowskiego, pytały: ktoś ty jest? czego tu chcesz? – bo nigdy przedtem nie widziała małego rycerza – on zaś zdumiał się na widok tej piękności i tej komnaty, pokrytej aksamitami i złotogłowiem. Na koniec przyszedł do słowa i rzekł pospiesznie:
– Nie bój się waćpanna, my Skrzetuskiego przyjaciele.
Wówczas kniaziówna rzuciła się na kolana.
– Ratujcie mnie! – wołała, składając ręce.
Ale w tej samej chwili wpadł pan Zagłoba, trzęsący się, czerwony, zdyszany.
– To my! – krzyczał – to my z pomocą!
Usłyszawszy te słowa i ujrzawszy znajomą twarz, kniaziówna przechyliła się jak kwiat podcięty, ręce jej opadły, oczy pokryły się frędzlistymi zasłonami i zemdlała.

Kolejne fragmenty Ogniem i mieczem ukazywały się na pierwszej stronie krakowskiego „Czasu”. Tu numer 16 z 1884 roku.

A jak wykorzystać ludzkie dążenie do zamknięcia w artykule eksperckim?

Tekst, który czytasz teraz, rozpoczęłam serią pytań. Wyjaśniłam, że odpowiedzią jest efekt Zeigarnik. Obce słowa czy nowe nazwy są jak nieukończone zadania. Motywują do tego, by poznać ich znaczenie. Dowiedziono też, że budzą zaciekawienie w reklamie.

Streściłam jednym zdaniem, czego efekt Zeigarnik dotyczy, po czym szybko przerwałam wywód, by zapowiedzieć, że wkrótce opowiem o eksperymencie, który doprowadził do tego wniosku. Kiedy, po omówieniu prawa zamknięcia, powróciłam do efektu Zeigarnik, dorzuciłam do niego kolejną nową nazwę, czyli efekt Owsiankiny.

Artykuł ekspercki możesz rozpocząć od historii, którą przerwiesz w interesującym momencie, by następnie wyłożyć teorię i zakończyć opowieść. Dobrym sposobem będzie też zagadka (np. zamieściłam ją w lidzie), której rozwiązanie zamieścisz w dalszej części tekstu. Potrzebę zamknięcia wywoła też nowa, interesująca nazwa, która często pojawia się w tekstach eksperckich.

Jednak, aby Twój tekst internetowy miał szansę zaciekawić czytelnika, musisz go najpierw skusić tytułem. I tutaj znów efekt Zeigarnik i Owsiankiny będzie niezastąpiony.

Nie zachęcam do wzorowania się na clickbaitach w stylu: Jak nauczyć się języka obcego w 10 dni. Takie tytuły są, wedle zgrabnego określenia, clicky, but not sticky. Gdy duża liczba kliknięć nie przekłada się na długie odwiedziny na stronie ani udostępnienia, to sygnał dla wyszukiwarki, że treść jest mało wartościowa. Tytuł nie powinien oszukiwać czytelnika, lecz pomóc mu zdecydować, na jaką lekturę chciałby poświęcić czas.

Jednak w internecie zbyt wiele nagłówków rywalizuje o uwagę czytelnika, byśmy mogli sobie pozwolić na rzeczowość i suchość. Pomyśl o tytule jako o czymś, co odsłania cząstkę ciekawej treści. Wówczas stanie się on niespełnionym celem, który skusi (a może wręcz zmusi) do kliknięcia.

By zachęcić czytelnika smakowitym kąskiem, obiecaj wnikliwą lub szczegółową treść:
Przeanalizowaliśmy 100 milionów tytułów. Oto, co odkryliśmy (Buzzsumo)
Odkryto nowe zdjęcie Chopina? Tajemniczy dagerotyp z 1847 roku (Culture.pl)

Albo postaw na zaskoczenie:
Jak uwypuklić słowo, którego nie ma
Dlaczego kochamy opowieści? Bo zawierają błąd

Jeśli chcesz zachęcić do lektury Twojego artykułu na Twitterze czy Facebooku, skorzystaj w tym niewielkim skrawku treści z dobrodziejstw efektów Zeigarnik i Owsiankiny. Przykładowo, tak zapowiedziałam na Facebooku jeden z moich blogowych tekstów:

Jak sądzisz, które z dwóch przysłów trafniej opisuje ludzką naturę: „Bez ciekawości nie ma mądrości” czy „Gdzie przyjaźń, tam i radość”? Powód, dla którego jedno zdanie uważamy za bardziej trafne od innego, jest zaskakujący.

Tajemnica produktywności

Wiedza o potencjale niedokończonych zadań pomoże Ci nie tylko utrzymać uwagę czytelnika, ale i usprawnić Twój pisarski warsztat.

Masz trudności, by zabrać się do pisania artykuły eksperckiego? Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że skupiasz się na najtrudniejszej części zadania i starasz się uniknąć konfrontacji z tym wyzwaniem.

Wystarczy, że sporządzisz plan artkułu lub spiszesz kilka pomysłów, a następnego dnia będzie ci łatwiej powrócić do pisania. Co więcej, ta potrzeba zacznie Cię dręczyć!

Cialdini opowiada w książce Pre-swazja o swojej koleżance, która zawsze imponowała mu tym, ile tekstów pisała. Pewnego dnia wyjawiła mu tajemnicę swojej produktywności:

Okazało się, że nigdy nie kończy sesji pisania skończeniem akapitu lub zamknięciem myśli. Zapewniła, że doskonale wie, jak powinna ów akapit czy fragment zakończyć, ale po prostu powstrzymuje się od napisania tych słów. Genialne!
Zostawiając niedokończony ostatni fragment tekstu zaplanowany na daną sesję pisania, moja koleżanka wykorzystuje motywacyjne oddziaływanie dążenia do zamknięcia – to ono pozwala jej wrócić do biurka jak najszybciej i z niecierpliwością oczekiwać kolejnej okazji do podjęcia pracy.

Jeśli więc utkniesz podczas pisania artykułu eksperckiego, zrób sobie przerwę. Kiedy odejdziesz od biurka i pójdziesz na spacer do parku, Twój umysł, zwolniony z konieczności myślenia nad problemem, zacznie dobrowolnie nad nim pracować.

Ty błądzisz wśród parkowych alejek, a w tym czasie Twoja podświadomość wkracza na nowe ścieżki. Świadomość przestaje jej podpowiadać, w którą stronę ma skręcić. Umysł bawi się, rozkłada Twój pomysł na części jak klocki, a potem łączy ponownie. Taka zbawienna przerwa nazywa się inkubacją.

W czasie inkubacji jesteśmy szczególnie wrażliwi na wszelkie informacje płynące z otoczenia, przydatne do rozwiązania problemu. I oto nadchodzi magiczny moment olśnienia, czyli, jak obrazowo pisze Benedict Carey: „chwila, w której rozstępują się chmury i objawia się rozwiązanie.”

Jak widać, przerwa chroni przed rutyną i umożliwia wydostanie się z utartego toru myślenia. Jednak to nie znaczy, że sama w sobie jest źródłem kreatywności. Musimy sobie przed przerwą postawić cel.

Natomiast zbyt wiele otwartych pętli w głowie wywołuje stres. Sposób, w jaki można je kontrolować, by być bardziej zrelaksowanym, ale i produktywnym, opisał David Allen w Getting Things Done.

Punktem wyjścia koncepcji Allena jest to, że niedokończone sprawy zaprzątają uwagę i obniżają koncentrację. Jakie to zadania?

Jeśli jakiejś sprawie przypniesz atrybut „powinienem”, „należałoby” czy „byłoby wskazane”, stanie się ona sprawą niedokończoną.
Sprawami z natury niedokończonymi są te, co do których nie podjęto decyzji odnośnie do dalszego postępowania. W tej grupie znajdują się wszystkie „mam zamiar…”, czyli sprawy, w stosunku do których podjąłeś już decyzje, ale jeszcze nie zacząłeś ich realizować.

Aby sobie z tymi niedokończonymi sprawami poradzić, należy je zgromadzić w „pojemnikach” (notatniku, telefonie) poza naszym umysłem i regularnie je przeglądać.

Z tymi, których wykonanie zajmie mniej niż 2 minuty, należy uporać się od razu. W przypadku pozostałych trzeba ustalić, jakie jest najbliższe zadanie do podjęcia. W ten sposób można „zatkać wszystkie dziury w wiadrze”, czyli zamykać kolejne pętle.

Przyzwyczaj się do przerw

Sto lat temu Bluma Zeigarnik nie mogła przewidzieć, że za sprawą internetu rozproszenie stanie się wszechobecne w codziennym życiu. Przerywamy pisanie artykułu, by sprawdzić zawartość skrzynki mailowej. Przerywamy przeglądanie maili, bo właśnie otrzymaliśmy powiadomieniu na Facebooku. Przerywamy dyskusję na Facebooku, bo właśnie otrzymaliśmy sms. I tak dalej…

„Każde sprawdzenie poczty robi mentalną wyrwę w procesie myślenia, a więc koszt poznawczy może być wysoki. Częste przerwy rozpraszają pamięć, osłabiają nasze myśli oraz sprawiają, że odczuwamy napięcie i niepokój.” – przekonuje Nicholas Carr w książce Płytki umysł.

Sieć skupia naszą uwagę tylko po to, by ją rozproszyć. Sprzyja pobieżnej lekturze i chaotycznemu myśleniu – wylicza dalej autor. Jednak przypomina też, że potrzeba rozproszenia jest dla człowieka bardziej naturalna niż stan koncentracji. „Prosimy internet, by nas rozpraszał, bo przeceniamy to, co dzieje z nami w danej chwili.” – ocenia Carr.

Z jednej strony, przebywając w sieci wciąż otwieramy pętle, z drugiej strony – internet pomaga je zamykać. W Google możemy szybko znaleźć odpowiedź, co zachęca do zadawania wyszukiwarce kolejnych pytań.

Korzystanie z internetu, zwłaszcza w czasach smartfonów, jest serią krótkich, przerywanych co chwila interakcji. Te mikromomenty można streścić w słowach: Chcę wiedzieć, Chcę pójść, Chcę zrobić czy Chcę kupić.

Mikromomenty wydarzają się wtedy, gdy użytkownicy sięgają po smartfon, by się czegoś dowiedzieć, coś odkryć, coś obejrzeć lub kupić. W tych chwilach kształtują się preferencje odbiorców, zapadają też decyzje.

Czytelnik oczekuje, że strona błyskawicznie podsunie mu odpowiedź lub rozwiązanie. Jak spełnić to oczekiwanie? Aby zamknąć tę pętlę, zajrzyj do artykułu o mobilnym pisaniu.

Źródła:
Bąbel P., Wiśniak M., 12 zasad skutecznej edukacji, Sopot 2015
Carey B., Jak się uczyć, Warszawa 2015
Carr  N., Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg, Gliwice 2013, s. 149

Przeczytaj także inne artykuły z cyklu Pisanie o wiedzy:
Jak kierować uwagą czytelnika – część 1
Jak kierować uwagą czytelnika – część 2
O porcjowaniu
Jak zwiększyć zrozumienie dzięki skojarzeniom
Kompozycja tekstu eksperckiego
Jak pobudzać wyobraźnię
Pozwól doświadczać