Aby zwiększyć szansę, że czytelnik zwróci na coś uwagę, powinniśmy ją odpowiednio skierować. Nauczyciele i wykładowcy od wieków doskonalą sposoby kierowania uwagi. Jak wykorzystać je na blogu eksperckim?

Do stworzenia tego cyklu artykułów zainspirowała mnie książka 12 zasad skutecznej edukacji, czyli jak uczyć, żeby nauczyć Przemysława Bąbla i Marzeny Wiśniak. Artykuł ekspercki pod wieloma względami przypomina lekcję czy wykład. Chcemy, by czytelnik przyswoił sobie nowe wiadomości, jak najwięcej zapamiętał, a później – potrafił je odtworzyć.

Czy da się przenieść zasady skutecznej edukacji z sali wykładowej na kartkę papieru? O tym będę opowiadać w cyklu Pisanie o wiedzy, przy okazji wypróbowując różne sposoby. Zacznę od tego, co autora uchroni przed chaosem, a czytelnika przed zagubieniem, a więc od kierowania uwagi.

„Mówi się, że nie ma złej pamięci, jest tylko brak uwagi.” – czytamy w książce 12 zasad skutecznej edukacji. Jeśli czytelnik nie zwróci na coś uwagi, to i tego nie zapamięta. Autor, podobnie jak nauczyciel, może tę uwagę odpowiednio skierować.

Jak to zrobić? Odpowiedź na to pytanie jest tak obszerna, że podzielę ją na dwa artykuły. Na początek trzy sposoby:

  • Ogranicz niepotrzebne bodźce.
  • Powiedz o tym, co najważniejsze.
  • Zachęć czytelnika do szukania odpowiedzi.

Ogranicz niepotrzebne bodźce

Choć słowa „koncentracja uwagi” wydają się ze sobą zrośnięte, to koncentracja jest tylko jednym z aspektów uwagi. Aby ułatwić odbiorcy koncentrację, musisz ograniczyć te pozostałe aspekty, a więc: selektywność, przeszukiwanie, czujność, podzielność i przerzutność.

Ba, ale jak to zrobić?

Podczas lekcji możemy np. zamknąć okno, za którym hałasuje grupa dzieci lub zrobić dłuższą pauzę w trakcie wykładu, by uczeń mógł coś zanotować.

Nie mamy wpływu na to, w jakich warunkach czytelnik będzie go czytać. Nie poznamy też momentu, w którym zacznie się gubić. Jednak możemy być prawie pewni, że podczas lektury tekstu internetowego różne aspekty uwagi będą intensywnie rywalizować z koncentracją.

Bodźce będą pochodzić nie tylko z internetu (reklamy, powiadomienia, linki, obrazki), ale właściwie zewsząd. Bo czytelnik może na swoim smartfonie przeglądać Twojego bloga w restauracji, tramwaju czy na plaży.

Jednak nie jesteś całkowicie bezsilny. Istnieją pewne sposoby, dzięki którym ograniczysz pozostałe aspekty uwagi i ułatwisz koncentrację. Z pewnością minimalistyczna szata graficzna bloga sprawi, że czytelnik będzie miał mniej okazji do dzielenia czy przerzucania uwagi. Nie będzie też musiał wkładać wysiłku w selektywność, czyli blokować inne bodźce, by skupić się na tekście.

Dzięki rzeczowym śródtytułom, wytłuszczeniom terminów czy zrzutom ekranów ograniczysz przeszukiwanie informacji. Natomiast, unikając zbędnych dygresji, sprawisz, że czytelnik nie będzie musiał być czujny w oczekiwaniu na moment, gdy przejdziesz do rzeczy.

Sposoby, które wymieniłam, pokrywają się z zasadami webwritingu. Jak widać, sprzyjają one koncentracji uwagi.

Ponadto, dzięki temu, że strona będzie przejrzysta, zwiększysz szansę, że czytelnik ją zapamięta. Tak, stronę, niekoniecznie tekst. Dowiedziono mianowicie, że internet wywarł wpływ na ludzką pamięć, a zjawisko to nazwano efektem Google.

Otóż, gdy wiemy, że w internecie łatwo będzie coś odnaleźć, w naszej pamięci priorytet zyskuje „gdzie”, a nie „co”. W jednym z eksperymentów okazało się, że badani zapamiętywali częściej folder, w którym coś zapisali niż to, co w nim zapisali. A zatem jest bardzo istotne, by czytelnicy zapamiętali Twoją stronę jako źródło informacji.

Powiedz, co jest najważniejsze

„Zastanów się, ile istotnych pojęć chcesz przekazać w trakcie lekcji. Następnie zrezygnuj z połowy” – czytamy w książce 12 zasad skutecznej edukacji. Z tym trudnym zadaniem muszą zmierzyć się zarówno wykładowcy, jak i autorzy blogów eksperckich. Co jest najważniejsze? Co chcę, aby czytelnik zapamiętał? Kiedy już będziesz to wiedział, wystarczy odpowiednio skierować uwagę.

W tej roli sprawdzi się wiele wymyślnych sposobów i jeden bardzo prosty. Powiedz, co uważasz za istotne. Jeśli na początku zajęć zasygnalizujesz słuchaczom, co jest ważne, nie tylko oszczędzisz im trudu wyłuskania sedna, ale i spowodujesz, że odpowiednio się nastawią.

W książce 12 zasad skutecznej edukacji czytamy:

Jeśli wiemy, iż mamy coś zapamiętać, to jest większa szansa, że rzeczywiście to zapamiętamy. Dlatego tak ważne jest kierowanie do uczniów komunikatów typu: „Uwaga, teraz powiem coś naprawdę ważnego.”

W sztuce pisarskiej ten sposób też jest znany. Wedle zasady odwróconej piramidy tekst powinien rozpocząć się tym, co najważniejsze, następnie należy przejść do mniej istotnych treści i zakończyć niezbyt ważnymi szczegółami.

Podczas pisania newsów czy sprawozdań odwrócona piramida jest często najlepszym wyborem. Gdy piszesz relację na gorąco i umieścisz szczegóły organizacyjne na końcu tekstu, czytelnik szybko je zlokalizuje. Ale co miałoby być tą najmniej ważną treścią w artykule eksperckim? No właśnie…

Sądzę, że na potrzeby tekstu specjalistycznego należałoby zredukować zasadę odwróconej piramidy jedynie do jej pierwszej części, a więc: zacznij od tego, co najważniejsze.

Załóżmy, że piszesz tekst o motywacji. By uwypuklić główną myśl, możesz rozpocząć np. tak:

Na motywację składają się dwa odczucia. Po pierwsze:  przekonanie, że to, co zamierzasz zrobić, jest użyteczne. Po drugie: wiara, że potrafisz sprostać zadaniu.

Specjaliści z Nielsen Norman Group, organizacji, która zajmuje się doświadczeniem użytkownika od ponad 20 lat i zasłynęła badaniem eyetracking w kształcie litery F, doradzają, by tekst internetowy rozpoczynać streszczeniem najważniejszych informacji.

Artykuły na stronie nngroup.com poprzedza krótki akapit, zapowiedziany wyróżnionym na czerwono słowem Summary. Przykładowe streszczenie brzmi np. tak (w moim tłumaczeniu):

Użytkownicy oczekują, że strona „O nas” będzie przejrzysta, autentyczna i zrozumiała. Porównują jej treść z opiniami klientów, by stworzyć pełną opinię o firmie, zanim zaproponują współpracę biznesową lub będą ubiegać się o pracę.

Czytelnik zdobywa w ten sposób minimum wiedzy. Czy może to zniechęcić go do dalszej lektury? Trudne pytanie. Część czytelników (wedle badań: większość) i tak kończy lekturę po pierwszym akapicie. Nasycą się oni streszczeniem. Ci natomiast, którzy poczują niedosyt, będą chcieli poszerzyć wiadomości.

O tym, co jest ważne, możesz przypomnieć czytelnikowi nie tylko w rozpoczęciu, ale w dowolnym miejscu tekstu, np. tak:

Metafory wpływają nie tylko na to, jak myślimy, ale też, jak rozwiązujemy problemy i gdzie szukamy informacji. A teraz najważniejsze. Nie zdajemy sobie sprawy, że metafora ma na nas wpływ.

By ułatwić czytelnikowi wychwycenie tego, co istotne, możesz też wyciągać w jego imieniu wnioski, np. tak:

Wynikają stąd dwa ważne wnioski:

  • jedynie obrazki powiązane z treścią mają szansę przykuć uwagę czytelnika,
  • czytelnicy zwalniają, by uważniej  przyjrzeć się obrazkom i powiązać je z treścią.

Wnioski wypunktowałam, by podkreślić ich ważność. Badania funkcjonalności potwierdzają, że wzrok czytelnika chętnie kieruje się ku listom. Pomagają one szybciej przetrawić fakty. Czytelnicy odbierają listę wypunktowaną jako skrót istotnej treści.

Jako ważne odbieramy też to, co zostaje nazwane. Kiedy nauczyciel nazwie zjawisko, cechę czy gatunek, uczeń z pewnością zanotuje nowy termin. I tutaj znów sztuka nauczania spotyka się ze sztuką pisania. Badania ruchu gałki ocznej po ekranie potwierdzają, że wzrok zatrzymuje się na dłuższych słowach. Czytelnik spodziewa się, iż kryją się za nimi terminy specjalistyczne.

To wcale jednak nie oznacza, że w tekście eksperckim powinno być szczególnie dużo nowych terminów. Gdy wzrok czytelnika będzie co chwilę się zatrzymywał, tempo lektury spadnie, a wraz z nim – poczucie satysfakcji i przyjemności. Umieszczaj więc terminy specjalistyczne tylko wtedy, gdy to konieczne.

W poniższym fragmencie czytelnik z pewnością zwróci uwagę na nazwę efektu. Warto go dodatkowo wytłuścić, a jeszcze lepiej – opatrzyć linkiem, który potwierdzi wiarygodność i zachęci do poszerzania wiedzy, np. tak:

Na to, czy uznamy stwierdzenie za trafne, wpływa płynność, z jaką je przetwarzamy. To zjawisko nazywa się efektem iluzorycznej prawdy.

Nazwę efektu umieściłam celowo na końcu zdania, by poprowadzić czytelnika od tego, co jest mu znane, ku temu, co nowe. W bardzo wielu tekstach specjalistycznych nowy termin pojawia się na początku zdania, a po nim następuje definicja. Jeśli nie chcesz, by Twoje zdanie przypominało hasło w encyklopedii, odwróć ten nudny porządek. Dzięki temu nawet najtrudniejszy termin wyda się bardziej zrozumiały, a czytelnik łatwiej go przyswoi.

Nazwy możesz też nadawać sam, by skierować nie uwagę czytelnika. Przykładowo, w jednym z artykułów słowa, które zaśmiecają tekst opatrzyłam obrazowymi nazwami: słowa-tiki, słowa-papugi czy słowa-skamieliny.

Istnieje jeszcze jeden sposób, by zwrócić uwagę na to, co najważniejsze. Jest wprawdzie bardziej wymagający od pozostałych, ale za to niezawodny. I właśnie w tej chwili go wykorzystuję:) To budowanie napięcia.

Czy można budować napięcie w tekście specjalistycznym? Oczywiście! I powstanie o tym pewnie jeszcze niejeden artykuł na blogu. Póki co podam najprostszy przepis. Najpierw zapowiedz, o czym zamierzasz pisać, a dopiero później o tym napisz, np. tak:

Wydają się niewidzialne. Niektórzy najchętniej by się ich pozbyli. A jednak…wpływają na to, w jakim tempie czytamy i czy dobrze zrozumiemy tekst. Są mistrzami drugiego planu. Odpowiadają za efekty specjalne. To znaki interpunkcyjne.

Gdy odsuniemy wyjawienie ważnej informacji, zwiększymy szansę, że czytelnik na chwilę wstrzyma oddech.

Zachęć czytelnika do szukania odpowiedzi

Pytanie otwiera pętlę, którą zamknąć można tylko wtedy, gdy odnajdzie się odpowiedź. Innymi słowy, gdy podsycisz ciekawość pytaniem, czytelnik będzie chciał ją zaspokoić.

W artykule eksperckim przy pomocy pytań możesz uświadomić czytelnikowi, że czegoś nie wie i zachęcić go do uzupełnienia wiedzy.

Artykuł na temat historii książki można rozpocząć np. tak:

Jak długo trwało drukowanie Biblii Gutenberga? Kiedy w książkach pojawiła się karta tytułowa? Co to są inkunabuły?

Jeśli nie podoba Ci się taka ilość znaków zapytania, użyj zdań podrzędnych, np. tak jak w rozpoczęciu artykułu poświęconego przedwojennym zarobkom:

Sprawdziliśmy, ile przed 1939 rokiem wynosiła pensja nauczyciela, lekarza, policjanta, służby domowej, wojskowego, prezydenta i ministra. W stolicy żyła też grupa mieszkańców, która w ogóle nie musiała troszczyć się o pracę. Kto to był?

Zwróć uwagę na słowo „Sprawdziliśmy” na początku tego lidu, które ma zapewnić czytelnika, że znajdzie w artykule wiarygodną odpowiedź.

Zasygnalizuj, że masz czytelnikowi do przekazania coś nietypowego, atrakcyjnego. Spójrz, jak kusi ciekawostkami Agata Szydłowska we wstępie do książki Paryż domowym sposobem. O kreowaniu stylu życia w czasopismach PRL:

Czytelniczki i czytelnicy dowiedzą się (…), jak owocne może się okazać przypadkowe spotkanie na ulicy z twórcą imperium prasowego i na co trzeba uważać, recenzując mecz bokserski między Polską a ZSRR.

Trudno oprzeć się pokusie poszukania odpowiedzi w książce, prawda?

Pytanie jest nieśmiertelnym sposobem na rozpoczęcie, jednak świetnie sprawdzi się także i wewnątrz tekstu. Zadając pytanie, pokazujemy, że doceniamy potrzeby i zainteresowania czytelnika, np. tak:

Z całego mnóstwa słów, które moglibyśmy zapożyczyć z języka angielskiego wybieramy akurat te, a nie inne. Dlaczego? Ponieważ zawierają jakiś niuans znaczenia, którego brakuje ich polskim odpowiednikom.

Pisząc artykuł, często staram się zgadnąć, co może wzbudzić wątpliwość. A następnie formułuję pytanie, by tę wątpliwość uprzedzić, np. tak:

Wezwania do działania często stawiają odbiorcy wymagania: „weź udział, poznaj, dowiedz się, naucz się.” To trochę przytłaczające, prawda? Zamiast wymagać od czytelnika, by poświęcił swój czas i wysiłek, pokaż, że musi niewiele zrobić, by w zamian wiele zyskać.

Pytania doceni nie tylko czytelnik, ale i…Google. W przewodniku SEO w roku 2020 znajdziemy wskazówkę, dotyczącą wyszukiwania głosowego, która brzmi: „Zamieść pytanie i odpowiedź w swoim tekście.”

Okazuje się, że wyszukiwania głosowe przyjmują najczęściej formę pytań, zaczynających się np. od jak, co czy kto. O tym, że Google podsuwa czytelnikowi daną stronę podczas wyszukiwania głosowego,  decyduje obecność zarówno pytania, jak i odpowiedzi. Z tego powodu dobrze umieszczać pytania w śródtytułach i na początku akapitów.

Na tym nie wyczerpuje się rola pytań w tekście eksperckim. Miejscem, w którym warto je zadać, jest zakończenie. W tej roli pytanie zachęci do dyskusji oraz samodzielnego rozwijania wiedzy. Jest to kolejny sposób kierowania uwagi, o którym opowiem w następnym artykule z cyklu: Pisanie o wiedzy.

W kolejnym artykule o kierowaniu uwagi przeczytasz o tym, jak:

  • wyróżnić to, co najważniejsze
  • zachęcić czytelnika do skupienia się na szczegółach,
  • dobrać obrazy, które uzupełnią treść.

Źródła:

Bąbel P., Wiśniak M., 12 zasad skutecznej edukacji, Sopot 2015

Przeczytaj także:

Retoryka dla copywritera#1. Jak powtarzać to, co warte powtórzenia

Jak czytelnik ocenia, czy tekst jest przydatny i co możesz zrobić, by go o tym przekonać