Kompleksowy, dedykowany, optymalny. Niektórzy używają tych słów nagminnie. Inni grzmią, że zaśmiecają język. Czy na pewno są zupełnie niepotrzebne? Dlaczego w takim razie zadomowiły się w naszym języku? I co z nimi począć? Czy zastąpienie ich rodzimymi synonimami zawsze rozwiązuje sprawę?

Dlaczego używamy zapożyczeń, które możemy zastąpić rodzimym synonimem? Wyjaśnienia przychodzą do głowy bez namysłu:

  • są modne,
  • brzmią atrakcyjnie,
  • wydają się profesjonalnie.

Te intuicyjne odpowiedzi okazują się, niestety, dość powierzchowne. Mam poważne wątpliwości, czy np. słowo optymalny, używane powszechnie od lat, można uznać za modne. Czy brzmi atrakcyjnie? To już kwestia gustu, powiedziałabym jednak, że to raczej zapychacz, które zwykle nie zwraca na siebie uwagi.

Trzeci argument najtrudniej obalić, ponieważ często ulegamy złudzeniu, że dzięki skomplikowanemu słownictwu sprawiamy wrażenie profesjonalnych i inteligentnych. Te starania odnoszą jednak przeciwny skutek.  Badania mówią, że jeśli chcemy być postrzegani jako osoby inteligentne, powinniśmy wyrażać się jasno i prosto. To, co mówisz lub piszesz wyda się innym bardziej sensowne, jeśli więcej zrozumieją.

A zatem skoro te trzy powody nie wytrzymują wnikliwej krytyki, dlaczego słowa optymalny czy kompleksowy mają się dobrze, a ich rodzime synonimy tylko czasami nieśmiało zajmują ich miejsce? Co stoi na przeszkodzie? Przyzwyczajenie? Niewiedza? Upór? A może istnieje jeszcze jakaś inna przyczyna, dla której wybieramy te słowa?

Tak, istnieje, ale o tym za chwilę.

Najpierw jednak chciałabym zwrócić uwagę na coś, co może łatwo umknąć, ponieważ wydaje się oczywiste. Czy to użytkowników języka należy karcić, a może raczej wskazówkę, jaką się im daje? Czy zastąpienie zapożyczenia rodzimym synonimem jest zawsze dobrą radą? To z pewnością jeden ze sposobów, który pomaga zredukować te słowa w tekście (tak, zredukować, bo wcale nie uważam, że należy z nich całkowicie zrezygnować), ale nie jedyny.

Tych sposobów jest przynajmniej cztery. Redakcja tekstu nie musi bowiem ograniczać się do wymiany jednych słów na inne. Może być dużo bardziej twórcza.

Zanim następnym razem sięgniesz po słowo z marketingowego żargonu lub języka urzędowego, wypróbuj jeden z tych czterech sposobów.

Usuń niepotrzebny wyraz

Sposób ten, z pozoru prosty, wymaga jednak spojrzenia na własny tekst z dystansu. Weźmy określenie zintegrowana platforma. Czy jest absolutnie konieczne, by podkreślić owo zintegrowanie? A może miało ono tylko dodać powagi wypowiedzi? Jeśli słowo jest pustym ozdobnikiem, rozprawmy się z nim bez ogródek. Jeśli natomiast platforma istotnie posiada wiele funkcji, wymieńmy je w formie wypunktowania.

Zastąp słowo PRECYZYJNYM synonimem

Załóżmy, że wyraz kompleksowy jest w naszym tekście niezbędny. Sięgamy do słownika, w którym znajdujemy następujące synonimy: „całościowy, generalny, przekrojowy, systemowy, wszechstronny, szeroki”. Z pozoru każdy z nich jest trafny. Sprawa komplikuje się, gdy próbujemy umieścić je w tekście. Zaczyna nas ogarniać nieprzyjemne uczucie, że nie to chcieliśmy wyrazić. Dlaczego tak się dzieje?

Najpierw trzeba by zapytać, dlaczego z całego mnóstwa słów, które moglibyśmy zapożyczyć z języka angielskiego wybieramy akurat te, a nie inne. Wracamy do pytania, które postawiłam na początku tekstu. Odrzuciłam wtedy trzy intuicyjne odpowiedzi. Zapowiedziała, że istnieje też czwarta, najbardziej racjonalna. Otóż, słowa zapożyczone bardzo często zawierają one jakiś niuans, którego brakuje ich polskim odpowiednikom.

Nie zadowalajmy się więc pierwszym z brzegu synonimem. Gdy mamy wątpliwości, wróćmy do pierwotnej, anglojęzycznej definicji, a następnie trafnie dobierzmy odpowiednik. Jak podaje Cambridge Dictionary, słowo kompleksowy (complex) znaczy „zawierający wiele różnych, ale powiązanych części.” Spośród rodzimych synonimów: „całościowy, generalny, przekrojowy, systemowy, wszechstronny, szeroki”, najfortunniejsze, moim zdaniem, jest słowo „wszechstronny”. Oczywiście, jego trafność zależy od kontekstu.

Czasami jednak trudno znaleźć precyzyjny synonim w polszczyźnie. I tak, według Cambridge Dictionary, optymalny (optimal)  znaczy „najlepszy z możliwych w jakichś warunkach”. I to jest właśnie ten niuans, którego brakuje w polskich synonimach: najlepszy, najbardziej korzystny. Jeśli zatem chcielibyśmy zrezygnować z anglicyzmu, trzeba byłoby napisać najlepszy z możliwych, co z kolei byłoby dłuższe niż optymalny. Na szczęście, nie jesteśmy skazani na synonimy.

Zastąp ogólnik słowem konkretnym

Powiedzmy, że chcemy zastąpić słowo dedykowane w określeniu dedykowane materiały szkoleniowe.  Rodzime synonimy przeznaczony do i wyspecjalizowany w, wymagają dodatkowego określenia i z tego powodu nie oddają zwięźle pierwotnego znaczenia, które brzmi: „zaprojektowany do tego, by używać go w jednym, konkretnym celu”. Słowo angielskie zawiera więc w sobie sens, który w języku polskim musielibyśmy wyrazić opisowo.

Ale czy koniecznie musimy szukać synonimu? Przecież nasz tekst nie jest wyryty w kamieniu. Może uda się zastąpić ogólnikowe słowo dedykowany precyzyjnym określeniem, które mówi coś więcej na temat materiałów, a dodatkowo nie budzi wątpliwości poprawnościowych? Na przykład ręcznie rysowane materiały szkoleniowe albo ćwiczenia na podstawie tekstów klienta. Owszem, określenia te są długie, ale podkreślają, co wyróżnia materiały szkoleniowe, a przecież temu właśnie miało służyć słowo dedykowany.

Zmień konstrukcję zdania

Gdy nie udaje się nam odnaleźć trafnego zamiennika, możemy zmienić konstrukcję całego zdania. Ten sposób sprawdzi się zwłaszcza w przypadku imiesłowów (np. realizowany), które  potrafią wydłużać zdania w nieskończoność. I tak, zamiast inwestycja realizowana w ramach przedsięwzięcia X, możemy napisać inwestycja, która powstaje dzięki projektowi X. Słowo realizowana zniknęło, a w zdaniu rządzi teraz czasownik powstaje.

 

Może się też zdarzyć i tak, że żaden z tych czterech sposobów nie zda egzaminu w Twoim tekście. Choćby dlatego, że zapożyczenie jest powszechnie używane w branży i ułatwia komunikację. To piąty, może najważniejszy powód jego używania. Czy to źle, że zdecydujemy się na słowo z marketingowego żargonu lub języka urzędowego? Niekoniecznie.

Anne Curzan, profesor lingwistyki, w swoim wystąpieniu TED zadaje pytanie: „Co sprawia, że słowo jest prawdziwe?” Zdaniem prelegentki, nie decydują o tym twórcy słowników. Muszą oni wychwycić słowa, które przetrwają, ale nie chcą wyglądać na goniących za modą. Podejmują ludzkie decyzje, a te obarczone są błędem.

Z perspektywy czasu niektóre skargi na temat słów wydają się śmieszne. Na przykład Benjamina Franklina raziło słowo „kolonizować.”

Prelegentka zauważa, że te same słowa pojawiają się w plebiscytach słów zakazanych i konkursach na słowo roku, co oznacza, że zarówno jedno, jak i drugie gremium zauważa wyrazy, które nabierają znaczenia, tylko ma do nich inne nastawienie.

I my także możemy wybrać jedną z tych dwóch postaw. Czy zmiany języka przeszkadzają nam i budzą nasz niepokój? A może raczej traktujemy je jako zabawną, interesującą i godną badań część żywego języka?

„Będę szczera. Nie lubię słowa prominentny, ale to nieistotne w obliczu rosnącej popularności tego słowa w języku powszechnym i prozie pisanej – mówi Curzan. – Chcę powiedzieć, że trzeba ostrożniej wyrokować, która zmiana jest zła. Trzeba ostrożniej podchodzić do narzucania innym naszych przekonań o słowach. (…) Jeśli używa się danego słowa i wiadomo, co oznacza – to jest prawdziwe. To słowo może należeć do slangu, może być potoczne, może uważacie, że to słowo jest nielogiczne lub niepotrzebne, ale używane słowo jest prawdziwe.”

Przeczytaj także:

Tekstowy lifting #2. Jak wycisnąć esencję z rozwlekłego tekstu [wersja przed i po]

Tekstowy lifting #1. Jak skrócić krótki tekst, by stał się bardziej przejrzysty i angażujący [wersja przed i po]

Nie bój się pisać prosto. Co mówią badania naukowe o zaletach przystępnego stylu